Już za chwilę, już za momencik wpadną do nas znajomi. Wujek Voytass wraz z uroczą swą małżonką, przeładnym swym dzieckiem oraz ze swoimi siedmioma żołądkami, które pochłoną zawartość naszej lodówki. Oj tak, w kwestii opróżniania lodówki ze złogów gierkowsko-gomółkowskich nie ma asa większego, niż wujek Voytass. Jego pasja pochłaniania może się równać tylko enderowej pasji popijania, ale to już materiał na osobną historię wujka Endera – wielkiego smakosza i młota na piwo jednocześnie.
Siedząc w kąpieli i bawiąc się leniwie… iPodem zbereźniki jedne :) – wziąłem i se pokombinowałem, jak pokrótce usystematyzować można i skategoryzować coś takiego, jak weekendowe nawiedzenia znajomych. Wyszło mi, że najlepiej będzie podzielić owe wizyty ze względu na ich cel. I tak mamy wizyty:
1. Biesiadne – zwyczajowe wizyty polegające na najedzeniu się i głównie napiciu na koszt hosta aka gospodarza.
2. Towarzyskie – ich celem jest podbicie sobie simsowego wskaźnika zadowolenia z przebywania z innymi osobami. Nie da się ukryć – człowiek to zwierz stadny i wyjść do ludzi (lub ich ugościć) czasem musi. Inaczej postrzegany jest jako freak lub – jak woli to określać Microsoft – nie jest wystarczająco “social”.
3. Zapchajdziurowe – ich celem jest zapchanie w jakiś sposób dziury czasowej, jaka niejednokrotnie powstaje przy weekendzie, kiedy to diabli wiedzą, co z wieczorem zrobić a tym bardziej wlekącym się popołudniem. Ot takim jak dzisiejsze…
4. Ostatnia kategoria to wypadkowa powyższych, czyli skomasowany najazd na lodówkę i barek spowodowany nudą niedzielnego popołudnia i uniknięciem oskarżeń o towarzyskie nieudzielanie się.
Na szczęście z Voytasami jest o tyle dobrze, że bez zbędnych niedomówień wiemy doskonale o co chodzi i dzięki temu żony zajmą się peplaniem, dzieci zajmą się bawieniem a ojcowie rodzin przejdą od razu do rzeczy ważnych i dostojnych: zajebią wszystkie wraże stwory występujące w posiadanych przeze mnie grach na PS3!
Voytassie! Przybywaj! :)
