Jakoś ostatnimi czasy mało prasy czytam. Wieści w niej zawsze są katastroficzne, życie ludzkie gówno warte a do tego ostatnio okazuje się, że spekulacyjne oszczędności trzymane – o pardon – “inwestowane” na giełdzie przez narzucone nam towarzystwa ponoć inwestycyjne, także szlag trafia.
I tu mam jedno zasadnicze pytanie: czy prócz problemów z zaciągnięciem kredytu na jeszcze większą konsumpcję jakoś ten ponoć kryzys odczuwacie? Półki sklepowe jak były pełne, tak pełne pozostały. A nie – tu się nieco zmieni z czasem: będą pełniejsze. Wszak Święta za pasem… O obcinaniu mi pensji nikt nie myśli. Dobrych pracowników nie możemy się doszukać od miesięcy. Za to poważnie moja firma myśli o wykorzystaniu trudniejszego rynku kredytów i dobraniu się konkurencji do tyłka. Dokładnie to samo myśli konkurencja, czyli chyba wszystko jest w jak najlepszym porządku a jedyną różnicą będzie to, że tym razem być może pożyczone pieniądze będą miały jakieś pokrycie. No chyba że pożyczkodawcy niczego się nie nauczyli ale to w sumie ich problem. Równie dobrze pożyczkę można spłacać skarbowi państwa.
Kryzys? Oto jak wygląda kryzys:
Na szczęście te czasy już dawno są przeszłością. Teraz możemy mówić co najwyżej o pewnej stagnacji bo na pewno nie o recesji. Podczas gdy inne kraje bankrutują (Islandia), Polska trzyma się całkiem nieźle. Nie wiem, dlaczego nie pisze się o jednak sensownym podejściu do instrumentów finansowych w naszym kraju. A, już wiem – zabrakłoby sensacyjnych nagłówków.
Może właśnie dlatego nie czytam ostatnio polskiej prasy i nie przeglądam polskich portali? Jak widzę, nie ja jeden tak mam…

