Strasznie wkurza mnie ostnimi czasy środowisko userów Apple w Polszcze. Nie to, żeby jacyś głupi ci ludzie byli, nie o to chodzi. Jest wręcz przeciwnie – są ludzie aż za mądrzy (no, przynajmniej próbują za takich uchodzić lejąc wody co niemiara) i robiący z prostego na pozór problemu jakieś egzystencjalne To Be Or Not To Be.
Zasadniczo widzę dwa rodzaje użytkowników produktów jabłka: zdroworozsądkowych użytkowników relatywnie drogich maszynek doskonale jednak wiedzących na co i po co pieniądze wydali, oraz użytkowników pragnącymi być zdroworozsądkowymi ale którym ciągle coś w dążeniach do zdrowego rozsądku coś przeszkadza. A to na drodze do rozsądku stoi marketing, a to religia Jobsa, a to jakieś inne idiotyczne hasełko, które strasznie przeszkadza im korzystać normalnie że swojego drogiego sprzętu. I ci kolesie potrafią bić kilobajty piany o autentyczne bzdury.
Coś, nad czym ramiona zdrowego człowieka wykonają gest wzruszenia, potrafi stać się przyczynkiem do bicia piany, jakichś chorych emocji i ogólnie marnowania czasu.
Ladies and Gentleman – na rundkę “ale o co chodzi?” (szczególnie w komentarzach) zaprasza papa CoSTa. Ktoś jest w stanie wytłumaczyć mi o co cała tam dyskusja się toczy i o co w ogóle chodzi?

alez mnie chodzilo dokladnie o to samo ;)